Reklama
  • Czwartek, 17 stycznia 2013 (11:47)

    Jak się kochają Polki?

Jedne kochają się częściej, inne wcale. Dlaczego? Jak to wpływa na związek? Z roku na rok zmienia się nasze podejście do seksu.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

W 2001 roku kochaliśmy się dłużej. W ciągu zaledwie 10 lat skróciliśmy stosunek aż o cztery minuty! Dziś statystyczny Polak kocha się 14 minut.

„Od roku 2001 zaszły zmiany w sferze obyczajowej, a co za tym idzie, zmienił się styl życia Polaków. Wszędzie się spieszymy i wychodzi na to, że w seksie także” – uważa prof. Zbigniew Izdebski, autor cyklicznych badań nad seksualnością Polaków.

Reklama

Nie przeszkadza nam to twierdzić, że mamy udane życie intymne. Uważa tak 68 proc. mężczyzn i 67 proc. kobiet. Czyżby jakość stosunku seksualnego w polskich domach wzrosła? Psycholodzy twierdzą, że nasze oczekiwania wobec partnerów wzrosły w każdej dziedzinie. Nowością jest, że o seksie potrafimy otwarcie rozmawiać.

Paula Majewska (28 lat) pracuje w koncernie. Ośmiogodzinny tryb pracy jest tylko na papierze. Do domu przychodzi późno, po drodze robi zakupy, czasem chodzi na siłownię, żeby odreagować. – Nie dałabym rady bez sportu. Dbam o kondycję, ale także „zrzucam z siebie pracę”. Niestety, przez to mniej czasu spędzam z rodziną – zamyśla się. Ma czteroletniego syna, Bartka, którego uwielbia. Mąż Pauli, Mateusz (34 lata), jest pracoholikiem. Pracuje w dziale prawnym firmy z kapitałem zagranicznym. Zajmuje się zakupem działek pod budowę nowych obiektów. Dużo jeździ po Polsce. Rodzinę widuje w weekendy, chociaż wtedy też często siedzi nad umowami i negocjuje ceny.

W pracy sukces, w związku porażka

– Mąż o mnie nie dba. W ogóle mało mamy ze sobą wspólnego. W domu omawiamy bieżące sprawy: jak zachowywał się Bartek, jak zdrowie teściowej itd. Seks? Rzadko, beznamiętnie – opowiada Paula. – Pytałam, czy dobrze mu w takim związku. Powiedział, że przecież haruje, żeby nam niczego nie brakło. „Ale mi brakuje ciebie!” – wrzasnęłam i zaczęła się awantura.

Nie planowałam tego romansu

– Naprawdę pięknie było na początku małżeństwa. Namiętny seks? Rok temu, po imprezie u przyjaciółki. Wtedy Mateusz zapewniał, że nie będzie tyle pracował, ale zostało po staremu. Straciłam nadzieję, że coś się zmieni.

I wtedy TO się zaczęło. Zawsze lubiłam flirtować, ale nic poza tym. Każda kobieta potrzebuje adoracji, potwierdzenia, że jest atrakcyjna, zwłaszcza gdy nie słyszy pochwał w domu. Jacek pracuje w tym samym dziale. Chodziliśmy na lunche, wychodziliśmy na papierosa.

Potem bawiliśmy się u koleżanki na parapetówce i stało się. Miał być „skok w bok”, a rzecz się przedłuża. Nie zakochałam się chyba, chociaż wciąż o nim myślę. Tchnął we mnie życie. To trwa już trzeci miesiąc – wyznaje Paula.

– Nie wiem, czy w firmie coś podejrzewają. O niczym nie wie też żadna z moich przyjaciółek. Mogłyby się wygadać swoim mężom. Czy mam wyrzuty sumienia? I tak, i nie. Najbardziej ze względu na synka. Czy kocham męża? Raczej tak. Chciałabym, żeby wszystko się zmieniło, żeby to on był tym kochankiem. Na razie więcej wspólnego mam z Jackiem.

Dlaczego nie odejdę? Bo nie mam odwagi, bo wychowujemy dziecko, bo mąż jest dla mnie dobry. Koleżanka mi powiedziała, że facetem trzeba czasami wstrząsnąć, jeśli zaczyna zaniedbywać dom, a ja się zastanawiam, czy mu powiedzieć? – podsumowuje smutno Paula.

Seks jest ważny w związku

„Namiętność na początku związku wzrasta, szybko osiąga szczytowe natężenie i równie szybko spada” – pisze w „Psychologii miłości” Bogdan Wojciszke. Początkową namiętność budują patrzenie sobie w oczy, bliskość fizyczna. Potem przychodzi codzienność i wszystko się zmienia.

Psycholodzy twierdzą, że w stanie euforii nie moglibyśmy długo funkcjonować, ale gdy brakuje namiętności, związek staje się pusty. „Zdarzają się przypadki, kiedy seks traci na znaczeniu i partnerzy przestają mieć na niego ochotę. Realizują się w twórczym działaniu, w pracy” – mówi w wywiadzie dla „Twojego Stylu” Gary Reiss, psycholog badający związki seksu z duchowością.

Twierdzi, że kiedy mamy problemy w sypialni, to sięgamy po gadżety albo szukamy innych partnerów. Namiętność jest jednym ze składników miłości. Pozostałe to intymność i zaangażowanie. Chociaż ich proporcje zmieniają się podczas trwania związku, to żadnego z tych elementów nie powinno w nim zabraknąć.

„Niski poziom libido w Stanach osiąga rozmiary epidemii. Doczekał się nazwy: Low Sexual Desire Syndrome. A ja pytam: dlaczego nie porozmawiacie o tym z partnerem?” – mówi Gary Reiss. Według prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza mężczyźni od kłopotów w łóżku uciekają w pracę. Potem sami nie wiedzą, co było pierwsze – problemy z seksem czy zawodowe stresy?

On mnie zdradził, a ja mu wybaczyłam

Anka Zawadzka (33 lata) i jej mąż Robert (33 lata) są małżeństwem od ośmiu lat. Poznali się jeszcze w liceum. Ona była jego pierwszą dziewczyną.

Zawsze nierozłączni, wszędzie razem. Iskrzyło od początku, w sferze seksualnej również. – Małżeństwo było naturalną konsekwencją miłości. Przezwyciężaliśmy kryzysy, zwłaszcza po narodzeniu pierwszego dziecka, i wydawało mi się, że zawsze damy sobie radę – wspomina Anka.

– Chcieliśmy drugiego dziecka. Trochę baliśmy się powrotu do pieluch, bo nasz syn miał już pięć lat. Los jednak zdecydował za nas – zaszłam w ciążę. Było dużo trudniej niż za pierwszym razem: bardzo źle się czułam, dużo leżałam. Nie kochaliśmy się. Mąż mnie wspierał, opiekował się synem, gdy ja nie miałam siły wstać.

On nie wytrzymał tej próby

Dwa miesiące przed porodem Robert wyjechał na szkolenie. Anka czuła niepokój i różne myśli zaczęły przychodzić jej do głowy. Słyszała, co dzieje się na wyjazdach integracyjnych. Była zazdrosna, ale nie dała tego po sobie poznać.

Podczas jego wyjazdu pilnowała się, żeby za często nie dzwonić. Wysyłał jej SMS-y, co robi i jak mu idzie. Wrócił wcześniej, niż zapowiedział. Usiadł i opowiedział o du żej ilości alkoholu, którą wypił, o tym, jak dawno się nie kochali. Wreszcie wyrzucił z siebie, że ją zdradził. „Nic mnie nie usprawiedliwia” – dodał na koniec.

– Na moment przestałam oddychać – mówi Anka z bólem. Gdy myśli o tym dzisiaj, to przyznaje, że niewielu facetów byłoby zdolnych do takiego wyznania.

– Wybaczyłam mu, bo bardzo go kocham. Choć trochę to trwało. Postanowiliśmy o nas walczyć. Przedtem już zbliżaliśmy się do granicy rutyny i powtarzalności, także w sypialni. Dlatego poszukaliśmy pomocy u psychoterapeuty.

Incydent na szkoleniu miał miejsce dwa lata temu. Robert sprawdził się jako mąż, ojciec, w łóżku wciąż nam dobrze. Zaczęliśmy więcej rozmawiać, także o swoich potrzebach intymnych. Wprawdzie nie oglądamy razem filmów erotycznych, ale on tłumaczy mi, co go w nich podnieca. Obrazy z przeszłości wciąż do mnie wracają. ale coraz rzadziej.

Zdrada fizyczna i emocjonalna

Psycholodzy dzielą zdradę na emocjonalną i fizyczną. Ta pierwsza jest trudniejsza do wybaczenia. Ciężko znieść fakt, że partner będąc z nami, myśli o kimś innym.

O zdradzie fizycznej tak mówi w wywiadzie pisarka Krystyna Kofta: „Kiedyś rodziny z jej powodu się rozpadały, teraz jest inaczej. Znam małżeństwa, które spotykają się z kimś wyłącznie dla seksu. Taką zdradę można wybaczyć”.

Wzrosła świadomość ludzkiej psychiki i jej słabości. Zdrada to już nie koniec świata. Psycholodzy uważają nawet, że czasem zmienia życie małżonków na lepsze. Na jednym z forów wypowiada się Olinka: „Niekiedy popełnia się błędy, a potem dopiero myśli. Kto nie błądzi, niech pierwszy rzuci kamieniem. Paradoksalnie takie zdarzenia pozwalają spojrzeć na siebie z całkiem nowej perspektywy”.

Potrzebuję seksu, ale nie związku

Klara Kowalska (27 lat) przyjechała na studia do Warszawy z małego miasteczka. Marzyła o wielkim świecie. Najpierw mieszkała u ciotki, potem wynajęła pokój z koleżanką z roku.

Studiowała psychologię i marketing jednocześnie. Nie wiedziała, kim zostanie, ale myślała o agencji PR. Chciała mieć kontakt z gwiazdami, nęcił ją show-biznes. W porównaniu z innymi studentkami prowadziła skromne życie towarzyskie.

– Byłam przez chwilę w związku. On był kolegą mojej współlokatorki. Nie widywaliśmy się zbyt często, ale było miło. Po dwóch miesiącach oświadczył, że się dusi i musimy się rozstać.

Podobno byłam jedną z wielu, z którymi spotykał się w tym samym czasie – wspomina Klara.

– Czułam się idiotycznie, bo dla kogoś takiego złamałam swoją obietnicę „niewiązania się”. Wprawdzie kręcili się wokół mnie inni koledzy, ale ja szybko ucinałam ich zaloty. Nie planowałam niczego poważnego.

Przyjaźń tak, wyjście do kina, spacer, kolacja raz na jakiś czas, ale na pewno nic więcej.

Przyjaźń plus seks to układ idealny

Na ostatnim roku psychologii Klara poznała miłego chłopaka. Zaprzyjaźnili się, ona pomagała mu zrozumieć analizę statystyczną.

– Nie miałam wrażenia, że mnie podrywa, dobrze nam się gadało. Na początku nawet sądziłam, że jest gejem. Podczas jakiejś imprezy pocałowaliśmy się. Niby nic, ale potem było jakoś dziwnie. On wiedział, że nie chcę stałego związku, ja wiedziałam, że on planuje wyjazd za granicę i też nie chce się angażować.

Kto pierwszy zaproponował seks bez zobowiązań? – Ja – uśmiecha się Klara. – Nie czuję, że to miłość. Zresztą nie tracę czasu na rozważania, ponieważ sporo pracuję. Nie potrzebuję ambarasu związanego z byciem z kimś. To całe dbanie o relację, rozmowy o potrzebach, wyjaśnianie sobie wszystkiego...

Nie chcę, jeszcze nie czas! Poświęcam się pracy, ona jest dla mnie najważniejsza. W takiej sytuacji przyjaciel z bonusem jest idealnym rozwiązaniem. Nikogo nie zdradzam, nie rozbijam rodziny, nie ranię. Oboje mamy z tego korzyści bez skutków ubocznych – wylicza Klara.

Nowy trend – seks bez zobowiązań

Kobiety uniezależniają się ekonomicznie od mężczyzn, dlatego według socjologów coraz częściej godzą się na seks bez zobowiązań.

Otwarty związek to relacja, w której ludzie nie żądają od siebie wyłączności seksualnej ani emocjonalnej. Przyjaźnią się i to daje im poczucie bezpieczeństwa. Kto wchodzi w takie układy? Według psychologów, są to osoby, które sparzyły się w poprzednich związkach, oraz te, które przez dłuższy czas były same i trudno im zaangażować się w relację wiążącą się ze zmianą ich przyzwyczajeń.

Jest to także rozwiązanie dla samotnych matek, które mają dziecko i nie chcą już stałego partnera. Ludzie decydując się na seks bez zobowiązań (amerykańskie „friends with benefits”), boją się lub nie chcą odpowiedzialności, którą niesie ze sobą życie we dwoje. Coraz częściej zdarza się także, że nie umiemy okazywać miłości.

„Świat związków międzyludzkich dla wielu robi się zbyt skomplikowany. Ludzie nastawieni na szybki efekt, tak zwaną satysfakcję gwarantowaną, po prostu sobie z nim nie radzą. Nawet nie próbują. Nie są nauczeni, jak razem coś budować” – uważa psycholog Gary Reiss. Jak definiują „friends with benefits” bohaterowie filmu „To tylko seks”, których grają Justin Timberlake i Mila Kunis? „Bez uczuć, tylko seks. Będziemy przyjaciółmi.

Nikt nie ma ochoty na romantyczne wycieczki po grze w tenisa. To tylko gra. Podajcie sobie ręce i do widzenia”. Jednak życie dowodzi, że czasem taka relacja działa przez chwilę, a potem sprawy się komplikują. Dzieje się tak, gdy jedna ze stron wbrew wcześniejszym ustaleniom się zaangażuje.

Nasz ekspert radzi:

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Gdy w związku się psuje, reagujmy natychmiast

A Skorzystanie z pomocy seksuologa należy rozważyć, kiedy czujemy, że nasz związek nie funkcjonuje w sferze seksu tak dobrze, jak byśmy sobie tego życzyli.

W praktyce oznacza to różne sytuacje: całkowity brak współżycia, wydłużające się przerwy w aktywności seksualnej, monotonię, różnice temperamentów, trudność w osiągnięciu orgazmu, zbyt krótkie stosunki.

Im wcześniej zareagujemy, tym szybciej problem zostanie rozwiązany. Niestety, czasami pary przyjmują strategię uniku, ignorując sygnały kryzysu w sypialni. W ekstremalnych przypadkach trwa to kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat! Kiedy seks staje się tematem tabu, partnerzy stopniowo oddalają się od siebie.

Dochodzi do tego, że dotyk i czułość zanikają. „Nie przytulę się, bo pomyśli, że chcę się kochać. Znowu będę musiała odmówić, kolejny raz się pokłócimy”.

Terapii nie powinniśmy się wstydzić. Jest wyrazem gotowości do walki o związek i dowodem, że wyrażacie miłość w działaniu. Wspólnie wybierzcie specjalistę, do którego się udacie.

Sprawdźcie, jakie uprawnienia ma osoba, której powierzacie swoją intymność. Nie obawiajcie się oceny terapeuty. Specjalista każdego dnia odbywa wiele rozmów na „te tematy”.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Białe małżeństwo to mój wybór

Ludzie decydujący się na seks bez zobowiązań nie chcą odpowiedzialności.

Nigdy nie rozmawiam o tym z ni kim. Zwierzyłam się tylko najbliższej przyjaciółce. Nie powiedziała, że mnie rozumie, tylko że czasami też nie ma wcale ochoty kochać się z mężem – mówi Agata Leśniewska (35 lat).

– Wiem, że u kobiet libido jest na niższym poziomie niż u mężczyzn i odnoszę wrażenie, że jeśli mamy dom, męża, dzieci to seks nie jest tak istotny. Po prostu spełnił już swoją funkcję.

Nigdy aż tak bardzo nie przepadała za seksem, nie rozumiała całego zamieszania wokół rozmów o łóżku. Ze Sławkiem (37 lat), najpierw narzeczonym, potem mężem, zawsze mieli mnóstwo wspólnego.

Lubili czytać, razem podróżować. Sporadyczny seks nie był problemem. Gdy urodziła się Zosia (5 lat), Agata długo dochodziła do siebie. I fizycznie, i psychicznie. Całkowicie skoncentrowała się na dziecku.

Sławek skupił się na zarabianiu pieniędzy. Prowadzi firmę ogrodniczą, a to branża sezonowa, więc w gorącym okresie trzeba non stop zabiegać o klientów.

– Bardzo bałam się tego pierwszego razu po porodzie. Na szczęście mąż nie naciskał. Dopiero po półtora roku zaczął mnie namawiać, żebyśmy spróbowali, że będzie delikatny, że mnie pragnie i dłużej nie wytrzyma. Ja wówczas bardzo przytyłam, nie lubiłam swojego ciała, wstydziłam się go.

To jeszcze bardziej blokowało mnie w sferze erotycznej. Zwierzyłam mu się ze swoich odczuć i kompleksów. On rozumiał. W końcu zrobiliśmy to, ale nie było fajerwerków. Po nieudanym zbliżeniu zupełnie straciłam ochotę na seks.

Powiedziałam o tym szczerze Sławkowi. On stwierdził tylko, że kocha mnie i naszą córkę. Nic więcej. Nie chciałam zmuszać się za każdym razem, udawać orgazmu. Kocham męża, ale łóżko mnie nie interesuje – wyznaje Agata.

Nie mówię: „Nigdy więcej”

Ze Sławkiem nie kochają się już od pięciu lat. Próbowali 3-4 razy, ale dla Agaty to zawsze było sztuczne. Nie jest przesadnie wierząca ani pruderyjna, nie ma nic do seksu dla przyjemności, ale po prostu go nie potrzebuje.

Większość nocy i tak spędzała w pokoju dziecka. Na początku to było racjonalne, potem trochę mniej. „Przecież nie musimy kochać się wyłącznie w sypialni” – powiedziała, gdy się przenosiła, ale od tamtej pory kochali się może dwa razy. Raz na wakacjach i drugi, gdy zobaczyła, że mąż zwrócił uwagę na inną kobietę na imieninach u znajomych. Bała się, że go straci.

Ale i tak nie wyszło, jak trzeba – udawała. Nie kłócili się z powodu braku współżycia. On zaczął więcej zajmować się domem, ogrodami klientów, ona wróciła do pracy w aptece, jest farmaceutką. Wróciła też do wspólnej sypialni, gdy Zosia skończyła dwa lata.

Jednak mają osobne kołdry, bo tak jest wygodniej. – Czasami myślę o drugim dziecku, już mało czasu mi pozostało do czterdziestki. Nie mówię jednak tego Sławkowi. Uważam, że w gruncie rzeczy jesteśmy dobrą parą, mamy do siebie zaufanie, możemy na siebie liczyć. Z wiekiem libido spada, to normalne – tłumaczy.

– Kiedyś myślałam, że może coś ze mną nie tak, ale wiem, że nie jestem jedyna. Po prostu do niczego się nie zmuszam. Nie tęsknię za miłością fizyczną. Takich osób jest więcej, ale to temat tabu – wyjaśnia.

Czym jest aseksualność?

Prof. Zbigniew Izdebski uważa, że aseksualność nie jest zaburzeniem ani chorobą pod warunkiem, że nie kryją się za nią urazy i pretensje do partnera.

Czasami wyrzeczenie się seksu związane jest z kompleksami, ze złymi doświadczeniami w przeszłości, nierzadko traumatycznymi. Może także wynikać z braku akceptacji swojego ciała lub niezaspokajania potrzeb i niechęci do rozmowy o tym.

Wtedy dobrze jest skonsultować się ze specjalistą. Brak bliskości fizycznej może bowiem na dobre osłabić więź dwojga bliskich sobie ludzi. Psycholodzy uważają jednak, że jeśli partnerzy mają w tej sferze zbliżony pogląd lub potrafią szanować i akceptować swoje odmienne postawy, to brak współżycia nie musi zaburzać relacji.

Czasami może nawet zbliżyć dwoje ludzi, jeśli w innych sferach żyją intensywnie, wspierają się, podzielają wspólne wartości. Psycholog Gary Reiss uważa, że istnieje wiele definicji seksu: „Oczywiście, mamy w głowie wspólny mianownik: ludzie się dotykają, podniecają seksualnie, doznają orgazmu – to jest seks w rozumieniu wszystkich. Ale poza tym jest bardzo wiele możliwości.

Pewna para powiedziała mi: »Seks jest wtedy, gdy siedzimy razem na kanapie i czytamy«. Pewna studentka zwierzyła się, że najbardziej podnieca ją czytanie poradników psychologicznych. Podkreślam to celowo, bo zauważyłem, ile osób cierpi na skutek zderzenia obiegowych, tradycyjnych poglądów na temat seksu z własnymi możliwościami i pragnieniami”.

Chcesz wiedzieć więcej? Warto przeczytać

„Dlaczego ze sobą sypiamy?”, P. Garwood, F. Hajcak, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2007

„Lew w sypialni”, prof. Z. Lew- -Starowicz, Wydawni- ctwo Z/W, 2012

„Miłość i praca”, J. Santorski, Wydawnictwo Czarna Owca, 2007

Jak zmieniło się nasze podejście do zdrady

W badaniach CBOS-u (2010 r.) na temat hierarchii wartości Polacy od lat wskazują na szczęście rodzinne i uczciwość (95 proc. osób ankietowanych), z kolei „życie pełne przygód i wrażeń” jest ważną wartością tylko dla 4 proc. badanych.

Wiąże się to zatem z negatywną oceną zdrady współmałżonka (krytykuje ją 87 proc. Polaków), ale już życie w związku bez ślubu czy uprawianie seksu przedmałżeńskiego jest coraz częściej aprobowane (ponad 58 proc.).

Nie oznacza to jednak, że Polacy są zachowawczy i konserwatywni w praktykach seksualnych. Na przestrzeni ostatniej dekady powoli, ale widocznie liberalizują poglądy na tematy moralne i zmieniają postawy wobec sfery seksualnej (więcej w raporcie prof. Zbigniewa Izdebskiego o seksualności Polaków).

Z badań prof. Izdebskiego wynika, że swoich partnerów zdradza 28 proc. mężczyzn i 16 proc. kobiet. Ponad połowa z nich wyjaśniając przyczyny skoku w bok, podaje znudzenie, potrzebę urozmaicenia życia erotycznego i chęć spróbowania czegoś nowego.

Flirty i romanse częściej deklarują ludzie mający 25-34 lata niż w wieku emerytalnym, mieszkający w większych miejscowościach, z wyższym wykształceniem i dobrą oceną swojej sytuacji materialnej. Do zdrad przyznają się częściej osoby o poglądach lewicowych, niedeklarujący praktyk religijnych (CBOS, 2011).

Flirty i romanse nie oznaczają, że związki są zagrożone. W 85 proc. przypadków skok w bok jest przygodą i nie niesie poważnych konsekwencji. Z tego powodu rozpada się co czwarte małżeństwo zdradzających osób.

Tekst: Aneta Olkowska

Olivia

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.