Reklama
  • Środa, 18 listopada 2015 (11:05)

    Apetyt na seks. Jak obudzić libido?

Człowiek jest istotą seksualną aż do śmierci. Niestety, we współczesnym świecie na naszą seksualność czyha wielu kilerów, między innymi: stres, depresja, zabójcze tempo życia czy przesadny kult ciała i związane z nim kompleksy. O tym, dlaczego warto pielęgnować swoje zdrowie seksualne i mimo wszystko czerpać radość z bliskości, z seksuologiem, prof. dr. hab. n. hum. Zbigniewem Izdebskim, rozmawia Katarzyna Koper

P: Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że libido jest wyznacznikiem zdrowia?

PROF. Zbigniew Izdebski: To zależy od tego, jaką rolę w życiu danej osoby odgrywa seks. Żyjemy w czasach wszechobecnej erotyzacji i seksualizacji, wręcz presji, że każdy mężczyzna musi osiągać wzwód, a każda kobieta orgazmy. Otóż seks to nie jest w życiu kategoria obowiązkowa. Nie jest tak, że trzeba współżyć przynajmniej raz czy dwa razy w miesiącu.

Reklama

Nie ma przesłanek ku temu, by osoby nieaktywne seksualnie miały martwić się z tego powodu o swoje zdrowie czy mieć zaniżone poczucie własnej wartości. Są ludzie, którzy nie mają potrzeb seksualnych, a mimo to świetnie funkcjonują. Ale są też tacy, dla których obniżenie libido jest dramatem. Mówią: jest tak źle, że nawet seksu mi się nie chce. Odpowiedź na pani pytanie zależy więc od porównania ze stanem wyjściowym.

Czyli trzeba się obejrzeć za siebie? Jeśli kiedyś seks był dla nas bardzo ważny, a teraz może nie istnieć, to znaczy, że coś jest z nami nie tak?

Niezupełnie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że libido zmienia się na poszczególnych etapach życia. W młodości osiąga szczytowy poziom, a z wiekiem u większości ludzi słabnie. To, że osoba po sześćdziesiątce różni się pod względem potrzeb seksualnych od 20-latka, nie jest powodem do niepokoju. Ale wpływ na libido mają także dotychczasowe doświadczenia seksualne, stosunek do partnera i własnego ciała czy stan zdrowia.

Mówił Pan, że zainteresowanie seksem nie jest obowiązkowym elementem dobrostanu, ale na ten dobrostan wpływa, prawda?

Niewątpliwie tak. Seks może dawać radość i zbliżać ludzi, buduje więź między nimi. Jest też źródłem relaksu i odprężenia. Wspólne przeżywanie pozytywnych emocji powoduje, że łatwiej nam się zmierzyć z trudniejszymi.

Wydaje mi się, że obecnie seks nie jest dla nas taki ważny jak kiedyś. Mamy inne zabawki: karierę, bieganie, gry komputerowe. Mam rację?

Różni ludzie mają w życiu różne priorytety. Zgadzam się, że zaangażowanie w jakiś projekt może na chwilę przyćmić inne sfery życia, także libido. Przez jakiś czas jesteśmy tak bardzo pochłonięci pracą, fantastycznym kontraktem czy przygotowaniami do maratonu, że idzie na to cała nasza energia. Ale po kilku tygodniach czy miesiącach życie zwykle wraca do normy.

Bywa, że nie, bo za chwilę jest kolejny maraton.

Umiarkowany wysiłek jest korzystny dla zdrowia. Regularnie trenujący mężczyzna zwykle ma wyższy poziom testosteronu niż „kanapowiec”. Jednak u kobiet nadmiar testosteronu i zbyt duża utrata tkanki tłuszczowej czasem zaburzają równowagę hormonalną.

Endorfiny, czyli wytwarzane w mózgu hormony szczęścia, mogą być substytutem seksu. Pojawia się pytanie: dlaczego tak bardzo dana osoba angażuje się w sport? Może poszukuje pozytywnych wrażeń, których przestał jej dostarczać związek albo dostarcza za mało?

Ludzie mówią: stres, przemęczenie, niestabilna sytuacja w firmie, wysoki kurs franka, mam tak dużo na głowie, jak w tym wszystkim jeszcze myśleć o seksie?

Trzeba myśleć w kategoriach pielęgnowania bliskości: jesteśmy razem na dobre i na złe, jakoś sobie damy radę z przeciwnościami losu. Nie odtrącajmy partnera, nawet jeśli czujemy się przybici, sfrustrowani. Powiedzmy mu uczciwie: nie mam siły czy ochoty się kochać, ale przytulmy się, posiedźmy razem na kanapie, obejrzyjmy fajny film. Po prostu pobądźmy razem. Ubolewam nad tym, że Polacy są narodem niedopieszczonym.

Nie doceniamy wartości dotyku, a jeśli nawet, to często wstydzimy się o tym mówić. Wielu mężczyzn przyznaje w rozmowach, że lubią być „miziani”, przytulani, masowani, ale wstydzą się o tym mówić swoim partnerkom. Pamiętam pacjenta, który wyznał: „Panie profesorze, tak chciałbym być kotem mojej żony”. Jeśli tygodniami czy miesiącami unikamy bliskości, to partner czy partnerka mają prawo poczuć się odrzuceni. Powiedzieć: halo, dotychczas tworzyliśmy związek, w którym seks był ważny, a teraz mnie unikasz, o co ci chodzi?

Co więc zrobić, jeśli czujemy, że nasze seksualne potrzeby i potrzeby partnera się rozminęły?

Przede wszystkim nie robić z tego tragedii narodowej, ale też nie udawać, że wszystko jest w porządku. Najpierw radziłbym wspólnie zastanowić się, co może być tego przyczyną: czy jesteśmy w tak fatalnym nastroju, że nie chce się nam nawet myśleć o seksie, czy kiepsko się czujemy, a może seks przestał przynosić nam satysfakcję albo wręcz jest związany z dyskomfortem.

Być może to depresja i wtedy warto poszukać rady specjalisty i pozwolić sobie pomóc. Ale trzeba mieć świadomość, że niektóre leki stosowane w leczeniu zaburzeń nastroju mogą tłumić libido. Na szczęście można je zamienić na inne, które nie mają takich działań ubocznych. Oprócz depresji jest jeszcze kilka innych jednostek chorobowych, które mogą wpływać na obniżenie libido, np. niedoczynność tarczycy czy nieleczona cukrzyca.

Wielu panów skarży się, że kobiety tracą ochotę na seks po urodzeniu dziecka. Mówią, że czują się jak reproduktory, które zrobiły swoje i zostały odstawione na boczny tor. Jak długo po porodzie kobieta ma prawo odczuwać spadek libido?

Nie ma reguły. U jednych pań apetyt na seks wraca po kilku tygodniach, u innych po kilku miesiącach. Winne są temu hormony, ale nie tylko. Młoda mama często jest przemęczona, sfrustrowana, bo miała w głowie różowy obraz macierzyństwa lansowany przez kolorowe pisma, a okazuje się, że dziecko wymaga stałej uwagi, nie ma kiedy pójść do fryzjera, skończyło się kino, teatr.

Czuje się zaniedbana, nieatrakcyjna i przez nikogo niewspierana. Do tego martwi się, co ją czeka po powrocie do pracy. Jeśli partner jej w tym wszystkim nie wspiera, nie okazuje czułości i mówi np.: „Przecież przez cały dzień siedzisz w domu”, to nie dziwmy się, że kobieta unika zbliżeń.

Czy powinna porozmawiać ze swoim ginekologiem o tym, że straciła ochotę na seks?

Jak najbardziej. Przyczyną obniżenia libido mogą być zaburzenia hormonalne, które można skorygować, stosując odpowiednie leki. Często kobiety zaczynają unikać zbliżeń ze względu na dolegliwości lub dyskomfort, który pojawia się w czasie współżycia. Jest on nierzadko związany z obniżoną produkcją estrogenów, proces taki może zacząć się już kilka, a nawet kilkanaście lat przed menopauzą.

Słabnie wówczas naturalny mechanizm lubrykacji pochwy, pojawiają się ból w czasie współżycia oraz mikrourazy czy skłonność do stanów zapalnych. Akurat temu problemowi łatwo zaradzić. Nawet kobiety, które nie chcą lub nie mogą zażywać preparatów hormonalnych, mogą sięgnąć po środki nawilżające, lubrykanty w postaci żelu intymnego lub globulek.

Wiele pań krępuje się postawić na szafce nocnej w sypialni lubrykant. Odbierają suchość jako oznakę starzenia się organizmu. Jak tu powiedzieć: kochanie, już bez tego nie daję rady?

Mamy dwa wyjścia: albo pomóc sobie i dalej cieszyć się seksem, albo z niego zrezygnować, pogrążając się we wspomnieniach, jak to było dawniej. Zdecydowanie bardziej polecam to pierwsze rozwiązanie. Kto nie chce afiszować się z lubrykantem, może dyskretnie na pół godziny przed stosunkiem zaaplikować sobie globulkę nawilżającą, np. na bazie kwasu hialuronowego.

Bywa, że po operacjach onkologicznych stosunek seksualny nie jest możliwy. Jak zachować bliskość w takich sytuacjach?

A kto powiedział, że to musi być klasyczny stosunek seksualny z penetracją? Często ludzie odkrywają wtedy, jak wiele radości można czerpać z dotyku, głaskania, pieszczot, masażu partnera, wzajemnej masturbacji czy seksu oralnego.

Oczywiście, ciężka choroba to stres, strach o życie, niepewność, co będzie dalej, wiele osób wyłącza w takiej sytuacji całkowicie swoją seksualność. To błąd. Jest duża szansa na to, że kiedy oswoimy się już z myślą o chorobie, ochota na seks wróci. Ważne jest to, by nie odsuwać się od partnera. Warto skupić się na dotyku, pozwolić się przytulać, pieścić. Wbrew pozorom takie bolesne doświadczenia czasem zbliżają ludzi.

Trzeba poczuć, że możemy coś stracić, aby to docenić?

To nie musi być choroba. Niedawno była u mnie para po pięćdziesiątce. Kiedyś prowadzili aktywne życie seksualne, ale pojawiły się dzieci, problemy i seks zszedł na dalszy plan. Ona przyznała, że zaczęła unikać okazji do zbliżeń, a on z czasem przestał je inicjować.

Trafili do mnie z jej inicjatywy, bo zauważyła, że mąż zamyka się w gabinecie, ogląda filmy pornograficzne i się masturbuje. Świadomość, że ma potrzeby seksualne, które realizuje poza nią, choć przecież nie zdradza jej z inną kobietą, okazała się dla niej bolesna. Postanowiła zawalczyć o ten związek.

Udało się Panu dociec, dlaczego przestali się kochać?

Okazało się, że jej libido przytłumiły kompleksy: nadmierne kilogramy, cellulit. Uznała a priori, że jej ciało nie może się podobać partnerowi, i odsunęła się od niego. To dość częste u kobiet. W pewnym wieku przestają akceptować swoją fizyczność i zaczynają się jej wstydzić, także przed najbliższą osobą. Żyjemy w czasach, kiedy kult ciała ma ogromne znaczenie. Wiele kobiet, które mają świadomość, że nie są w stanie sprostać standardom estetycznym, czuje wstyd i wycofuje się z gry.

Kobiety mają kompleksy. A mężczyźni? Podobno otyłość brzuszna zaburza u nich równowagę hormonalną, bo produkowane przez tkankę tłuszczową hormony żeńskie są antagonistami testosteronu. Czy duży brzuch u mężczyzny oznacza niskie libido?

Może tak być, chociaż wcale nie musi. Zasadnicza kwestia to poziom libido tego mężczyzny przed „wyhodowaniem” sobie brzucha. Być może już wówczas nie było wysokie. A może stężenie testosteronu było takie, że lekki spadek wcale mu nie zaszkodził. Znam wielu mężczyzn, którzy pomimo dużego brzucha wyjątkowo nieźle odnajdują się w relacjach seksualnych.

Co Pan doradził parze, o której Pan opowiadał przed chwilą?

Żeby zaczęli wszystko od początku, tak jakby w przeszłości nic ich ze sobą nie łączyło. Zaproponowałem, by od nowa oswoili się ze swoimi ciałami, dotykali się, masowali. Kobieta miała z tym olbrzymi problem: jak on ma mnie dotknąć, przecież mam ogromny brzuch, fatalne uda.

Ale on też wstydził się swojego brzucha i tego, że nie jest tak sprawny jak przed laty. To było dla obojga trudne doświadczenie, które jednak z czasem zaczęło owocować, bo okazało się, że nawet niedoskonałe ciało czerpie przyjemność z dotyku czy masażu. W momencie, gdy przełamali pierwsze lody, zaczęli mieć ochotę na więcej.

To znaczy, że seks z tym samym partnerem może być fajny nawet po latach niepraktykowania?

Pod warunkiem że ciągle siebie lubimy. To, że namiętność i pożądanie z czasem słabną, jest naturalne. Ale jeśli dalej lubimy ze sobą być, zależy nam na tej drugiej osobie i po drodze nie narobiliśmy sobie przykrości, to jest to jak najbardziej możliwe.

Jeśli mamy spędzić ze sobą resztę życia, to warto zawalczyć o to, by był to fajny czas. Niestety, Polacy zbyt wcześnie zsyłają się na seksualną emeryturę. Z moich badań wynika, że 14 proc. mężczyzn oraz ponad 40 proc. kobiet po pięćdziesiątce uważa, że seks jest nieistotną sferą ich życia.

Prof. dr hab. n. hum. Zbigniew Izdebski, seksuolog

O seksie Polaków

71% twierdzi, że wystarcza im jeden stosunek w tygodniu. Raz w tygodniu kocha się 19% singli oraz 28% osób pozostających w formalnym lub nieformalnym związku. 47% partnerów w stałych związkach uprawia seks 2-3 razy w tygodniu. 83% badanych będących w związku przyznaje, że są dla siebie atrakcyjni seksualnie. 14% mężczyzn oraz ponad 40% kobiet po pięćdziesiątce uważa, że seks jest nieistotną sferą ich życia.

Źródło: raport „Seksualność Polaków 2011” prof. Zbigniewa Izdebskiego.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Skąd się biorą zaburzenia erekcji u mężczyzn? Oprócz cukrzycy i innych chorób dochodzą do tego jeszcze codzienne nawyki. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.